środa, 28 stycznia 2015

Kot

W grudniu wzięłam udział w candy na blogu Negatyfffki. Do wygrania był kotek szyty ręcznie. Zwykle nie mam szczęścia w grach losowych, jednak tym razem szczęście się do mnie uśmiechnęło. Wygrałam!
Gdy otworzyłam paczuszkę znalazłam w niej takiego oto uśmiechniętego buraska:



Kot dostał imię Kot. Jest bardzo dobrze wykonany. Autorka tak idealnie obciążyła kocie siedzenie, że mimo iż całkiem wysoki z niego kociak, siedzi bardzo stabilnie. Piękna, staranna praca. Do obejrzenia reszty kotów z tego miotu, a także innych świetnych prac zapraszam na blog Negatyfffki: DIY po Polsku czyli... coś z niczego.
A Autorce jeszcze raz serdecznie dziękuję za wspaniały koci prezent.

Bo kot, panie doktorze, nie człowiek. On potrzebuje miłości
(K. Grochola, Kot mi schudł)

środa, 21 stycznia 2015

środa, 14 stycznia 2015

Spódnica

Uszyłam sobie spódnicę ze starych spodni. Spodnie przewalały się po szafie. Fajne to były spodnie, z lat 70... Ale niestety, najpierw były za duże na mnie, potem ja byłam za duża na nie. Stwierdziłam, że co jak co, ale tyłka to ja już w nie nigdy nie wcisnę, a materiału szkoda, bo naprawdę ładny. Wymyśliłam więc spódnice. Wykroje ściągnęłam z Papavero, ale żaden konkretny mi nie pasował. Ściągnęłam więc 2 i przerobiłam po swojemu. Osiągnęłam coś co wydawało mi się tym o czym myślałam. Wydawało mi się, bo osiągnęłam coś zupełnie innego, ale i tak dobrego. A tak wyglądała moja amatorszczyzna krok po kroku:
1. Prasowanie - myślicie że łatwo jest rozprasować 40 letnie kanty? Nie łatwo! Tak wyglądały spodnie zanim wzięłam do ręki norzyczki:


2. Odrysować wykrój:


3. Krótko się pomodlić i... tniemy


4. Najpierw gruba fastryga (moja zawsze jest gruba). Po przymiarze okazało się, że mimo iż mierzyłam 500 razy spódnica będzie o rozmiar za duża, więc od razu ją zwęziłam


No i Zofia poszła w ruch...
5. Efekt końcowy
Materiał jest trochę sztywny, może po praniu to się zmieni? W końcu jakbym przeleżała 40 lat w szafie też bym sztywna była... Suwaka nie udało mi się kupić w odpowiednim kolorze. Wybrałam czerwony. Jest trochę za jaskrawy, ale to nic, i tak go praktycznie nie widać. Po wszyciu i zszyciu Zofią efekt jest taki:


W zasadzie jestem zadowolona.

Oby to płótno pod twoją igłą czuło ból tak jak ukłuty palec: może wtedy z litości przestałabyś je męczyć.
(William Shakespeare, Koriolan)

sobota, 3 stycznia 2015

Sylwestrowo i urodzinowo

Koniec świąt to nie koniec świętowania. W tygodniu poświątecznym się urodziłam. No i oczywiście - Sylwester... Oba te dni spędziłam oczywiście w pracy. Ale i tak poświętowałam... kulinarnie.
Urodzinowy torcik:


I sylwestrowe sushi produkcji własnej:



Ale zresztą… czym są urodziny? Dziś są, jutro ich nie ma.
(Alan Alexander Milne, Kubuś Puchatek)