środa, 14 stycznia 2015

Spódnica

Uszyłam sobie spódnicę ze starych spodni. Spodnie przewalały się po szafie. Fajne to były spodnie, z lat 70... Ale niestety, najpierw były za duże na mnie, potem ja byłam za duża na nie. Stwierdziłam, że co jak co, ale tyłka to ja już w nie nigdy nie wcisnę, a materiału szkoda, bo naprawdę ładny. Wymyśliłam więc spódnice. Wykroje ściągnęłam z Papavero, ale żaden konkretny mi nie pasował. Ściągnęłam więc 2 i przerobiłam po swojemu. Osiągnęłam coś co wydawało mi się tym o czym myślałam. Wydawało mi się, bo osiągnęłam coś zupełnie innego, ale i tak dobrego. A tak wyglądała moja amatorszczyzna krok po kroku:
1. Prasowanie - myślicie że łatwo jest rozprasować 40 letnie kanty? Nie łatwo! Tak wyglądały spodnie zanim wzięłam do ręki norzyczki:


2. Odrysować wykrój:


3. Krótko się pomodlić i... tniemy


4. Najpierw gruba fastryga (moja zawsze jest gruba). Po przymiarze okazało się, że mimo iż mierzyłam 500 razy spódnica będzie o rozmiar za duża, więc od razu ją zwęziłam


No i Zofia poszła w ruch...
5. Efekt końcowy
Materiał jest trochę sztywny, może po praniu to się zmieni? W końcu jakbym przeleżała 40 lat w szafie też bym sztywna była... Suwaka nie udało mi się kupić w odpowiednim kolorze. Wybrałam czerwony. Jest trochę za jaskrawy, ale to nic, i tak go praktycznie nie widać. Po wszyciu i zszyciu Zofią efekt jest taki:


W zasadzie jestem zadowolona.

Oby to płótno pod twoją igłą czuło ból tak jak ukłuty palec: może wtedy z litości przestałabyś je męczyć.
(William Shakespeare, Koriolan)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz